Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2015

Joanna Rzepa - kuracja wzmacniająca


 Nie jestem do końca pewna dlaczego zakupiłam te wcierkę. Czy wygrała zwykła ciekawość i bardzo niska cena czy jednak kusił ten wspaniały dozownik, który tak jest zachwalany w całej blogosferze. No bo najprostsze rozwiązania zawsze okazują się najlepsze!
 
Aqua, Alcohol Denat.(alkohol o możliwym działaniu wysuszającym, ułatwia penetracje składników wgłąb skóry), PEG-75 Lanolin(emolient- zmiękcza, tworzy filtr na skórze), Raphanus Sativus Root Extract(ekstrakt z korzenia rzodkwi), Urtica Dioica Leaf Extract(ekstrakt z liści pokrzywy), Arctium Lappa Root Extract(ekstrakt z korzenia łopianu), Humulus Lupulus Cone Extract(ekstrakt z szyszki chmielu), Juniperus Communis Fruit Extract(ekstrakt z owocu jałowca), Glycogen(humektant - nawilża, zapobiegająca wysychaniu kosmetyku oraz krystalizacji przy ujściu butelki), Glycerin(humektant- nawilża i ułatwia transport innych substancji), Niacinamide(witamina B3 - poprawia ukrwienie skóry, wzmacnia cebulki), Panthenol(nawilża, wygładza), Menthol(daje zapach mięty, powoduje również uczucie chłodu), Allantoin(działanie przeciwzapalne,wspomaga regenerację i przyspiesza gojenie się ran), Laureth-10(emulgator), Citric Acid(kwas cytrynowy-zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność), Parfum, Benzyl Salicylate(środek zapachowy - imituje zapach kwiatów), Butylphenyl Methylpropional(środek zapachowy), Citronellol(środek zapachowy - imituje zapach róży i geranium), Hexyl Cinnamal(środek zapachowy - imituje zapach jaśminu), Limonene(środek zapachowy - imituje zapach skórki cytryny), Linalool(środek zapachowy - imituje zapach konwalii), Dmdm Hydantoin(konserwant), Methylisothiazolinone(konserwant).
Na trzy tygodnie regularnego wcierania wcierki jest wystarczająco dużo, jednak jeśli chce się wcierać cały miesiąc może zabraknąć na parę ostatnich dni.
Mam za sobą dwie osobne próby na tym produkcie, oddzielone paromiesięczna przerwą. Niestety Rzepa za każdym razem wypadła tak samo słabo. Przyrost ani razu nie ruszył nawet o milimetr poza normę, na świeżość włosów również nie miała wpływu(co akurat jest i minusem i plusem jeśli wziąć pod uwagę, że mogło również obciążyć). Pomimo alkoholu w składzie nie przesuszyło mi skalpu, chociaż pierwszy raz miałam wrażenie, że jest ku temu bardzo blisko. Zapach jak to u produktów o takim składzie - mocno dający rzepą, mnie to akurat nie przeszkadza :)

piątek, 22 maja 2015

Placenta Mil Mil


Na opakowaniu napisane jest jedynie, że ilość ekstraktu z placenty wynosi 2:1 - 5%. Natomiast na naklejce z polskim tłumaczeniem napisane jest, że ta wartość wynosi 3%...czuje się nieco skołowana i w sumie nie wiem jak jest naprawdę.
W pudełku otrzymujemy 12 ampułek, po 6ml każda. Producent zaleca nakładać preparat co dwa dni, czyli cała kuracja trwać będzie 23 dni. 6ml wystarcza by bardzo dokładnie pokryć całą skórę głowy, czasem nawet robiłam to na dwa razy - czekałam parę minut aż pierwsza porcja się wchłonie i nakładałam resztkę która mi jeszcze została. Spotkałam się z tym, że niektóre dziewczyny dzielą taką ampułkę na dwie aplikacje. Ja tak nie robiłam ze względu na to, że placenta traci swoje właściwości 20minut po otwarciu, czyli byłoby to kompletnie bez sensu.
Placenta to jeden z tych produktów, które są niezwykle sławne i zachwalane w blogosferze, dlatego postawiłam jej bardzo wysoką poprzeczkę. Ampułki są bardzo duże jak na jeden raz, jednak wcierałam je sumiennie i dokładnie nie odpuszczając ani jednej aplikacji. W żaden sposób nie wpłynęła na przetłuszczanie się włosów czy odbicie ich u nasady. W sumie spodziewałam się dużo, a jedyne zaobserwowane jej działanie to ogromna masa baby hair. Jednak przy ciągłej walce o dodatkową objętość w kucyku, jest to dalej całkiem spory sukces :) Dodatkowego przyrostu niestety brak.

niedziela, 18 stycznia 2015

Maść końska stosowana na porost włosów

Temat maści końskiej stosowanej na skalp jest dość kontrowersyjny i trudny. Dziewczyny, które jej stosowały często zauważały bardzo duży przyrost, jednakże zdarzało się, że również doznawały podrażnienia skalpu. Kiedy zdecydowałam się, że spróbuję podeszłam do sprawy ochoczo, lecz ostrożnie. Jeśli ktoś byłby zainteresowany tematem proszę o uwagę przy wybieraniu maści, gdyż najważniejszy jest skład! - moja jest firmy Herbamedicus (podobno maść firmy Virde jest równie dobra)

WAŻNE!
Bardzo ważne jest by przed użyciem zrobić próbę uczuleniową. Pierwszą proponuję wykonać na ręce/nodze, odczekać i zobaczyć co się dzieje. Zaczerwienienie i rozgrzanie skóry to efekt pożądany, poniższe zdjęcie ukazuje jak to wyglądało po około 10 minutach u mnie. Druga próba powinna zostać przeprowadzona na samym skalpie lub na krańcu linii włosów. Ja wtarłam trochę maści w trzy miejsca na głowie, by mieć pewność jak reagują poszczególne części skalpu.

Aqua, Glycerin, Symphytum Officinale Root Extract, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Alcohol denat., Carbomer, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Abies Alba Leaf Oil, Camphor, Polysorbate 80, Imidazolidinyl Urea, Mentha Piperita Oil, Juniperus Communis Fruit Oil, Sodium Hydroxide, Thymus Vulgaris Oil, Arnica Montana Flower Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Scutellaria Baicalensis Extract, Echinacea Purpurea Extract, Agrimonia Eupatoria Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Pinus Pumila Twig Leaf Oil, Polygonum Bistorta Root Extract, Citrus Limon Fruit Oil, Citrus Grandis Peel Oil, Pinus Mugo Twig Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Lavendula Angustifolia Oil, Calluna Vulgaris Extract, Cl 16185, Ribes Nigrum Fruit Extract, Peg-12 Dimethicone, Chamomailla Recutita Flower Extract, Limonene, Linalool, Capsicum Frutescens Fruit Extract, Cinnamomum Zeylanicum Bark Oil
 Skład pełen ekstraktów i olei, jednakże uwaga na alkohol, który jest dość wysoko w składzie.
Konsystencja jest żelowa, przy gęstszych włosach może być trudna do rozprowadzenia po skalpie bez brudzenia połowy włosów. Dla tych oporniejszych proponuje zmieszać z jakimś olejem. Wydajność jest zadowalająca, maści nie rozcieńczałam i 300ml wystarczyło mi na 1,5miesiaca używania + jeszcze trochę jej na dnie zostało.

Po nałożeniu maści czasem nie czułam kompletnie nic, czasem było to uczucie ciepła, jednakże skalp koloru nie zmieniał (jak to miało miejsce na ręce czy nodze). Najbardziej obawiałam się wzmożonego wypadania, z którym borykałam się dłuższy czas i bardzo nie chciałam by wróciło przy tego typu eksperymentach, na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Maść nakładałam przed każdym myciem na około godzinę/półtora po czym zmywałam szamponem (uwaga by woda przy spłukiwaniu nie spływała po twarzy - zostają wtedy czerwone smugi :D).
Przez pierwszy miesiąc przyrost wyniósł 1,5cm, czyli 0,5cm ponad normę. Przez kolejne pół miesiąca włosy nie ruszyły nawet o milimetr, nie wiem czy to kwestia spadku działania wcierki czy przypadku. Jednakże ilość baby hair, które pojawiły się na mojej głowie...wow! Dzięki temu zupełnie nie żałuję, że spróbowałam i polecam każdemu, kto nie jest podatny na przesuszenie skalpu (alkohol na 5 miejscu w mojej wcierce, a są różne wersje składowe) i kto umie zachować podane wcześniej środki ostrożności.

Wszystko jest dla ludzi i wszystko można spróbować, byle stosować to z głową ! :)

piątek, 14 listopada 2014

Nami - olej z korzenia łopianu z ziołami

Ten olej trafił do mnie zupełnie przez przypadek. Robiąc zamówienie na DOZie brakowało mi paru złotych do 20zł, tak, by móc odebrać zamówienie w aptece w mojej okolicy, zaczęłam więc przeglądać co by dołożyć do wirtualnego koszyka. Padło na ten olej, zwłaszcza, że gdzieś po głowie krążyły mi dawno przeczytane pochlebne recenzje na jego temat.
Korzystałam z oleju ze starym składem. Aktualnie skład jest nieco inny, ale na szczęście nie zmienił się na gorsze, nowszy skład możecie podejrzeć chociażby u Eter.
Arktium lappa oil extract(olejowy ekstrakt z łopianu), Inula oil extract(olejowy ekstrakt z omanu), Urtica dioica oil extract(olejowy ekstrakt z pokrzywy), Tussilago oil extract(olejowy ekstrakt z podbiału), Biolens oil extract, Equisetum oil extract(olejowy ekstrakt ze skrzypu)
 
 Konsystencja jest bardzo przyjemna, łatwo nanieść olej na skalp palcami. Wydajność jest fenomenalna! Co prawda używałam go jedynie na skórę głowy, jednak wystarczył mi na (łącznie) 2,5 miesiąca
 
 Olej doskonale wpływa na skórę głowy, nie wpływając zbytnio na przetłuszczanie, za co ma u mnie ogromny plus (warto jednak wspomnieć, że nie mam problemu ze zmywaniem olejów z włosów). Stosowany cały miesiąc solo przyspieszył wzrost o 0,5cm, natomiast po miesiącu stosowania Nami przed myciem, a kozieradki na co dzień przybyło aż o 1cm dodatkowo (czyli dodając mój naturalny przyrost razem 2cm). Jego stosowanie zaowocowało również masą baby hair i zmniejszonym wypadaniem. Jest to jeden z tych olei, które z chęcią polecam do spróbowania. Na opakowaniu napisane jest, że można go również stosować na długość włosów czy też na całe ciało, jest to produkt wielofunkcyjny, więc nawet jeśli nie sprawdzi się w jednej roli, zawsze można go wykorzystać inaczej :)


sobota, 27 września 2014

Maska Omia z siemieniem lnianym

Maska ta trafiła do mnie zupełnie przez przypadek. Po wielu zachwalających opiniach o maskach Omia zdecydowałam się kupić którąś wersje z olejami. Otwierając paczkę przeżyłam szok - dotarła do mnie wersja z siemieniem. Okazało się, że robiąc zamówienie kliknęłam nie tą maskę co trzeba i nie wiedziałam o tym do czasu gdy nie było już za późno.
Osobiście takie opakowania - słoiczki bardzo mi się podobają, zdecydowanie wole takie niż np. tubki. Zakrętka jest nieco śliska, dlatego musiałam odkręcać ją jeszcze zanim zaczynałam myć głowę. W środku znajdujemy dodatkowe ochronne wieczko, które moim zdaniem jest zupełnie bez sensu w tym wypadku. Lata luźno i zdecydowanie nie ma szans by uchroniło to produkt przed uciekaniem.
 Aqua, Myristyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine(wygładza, zapobiega elektryzowaniu się włosów, ma również działanie emulgujące), Cetearyl Alcohol(emolient - zapobiega odparowywaniu wody), Aloe Barbadensis Leaf Juice(sok z aloesu), Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil(olej z nasion siemienia lnianego), Glycerin(humektant, nawilża i ułatwia transport innych substancji), Propanediol(pełni rolę promotora przenikania, nawilża, wspomaga konswerację produktu), Calendula Officinalis Flower Extract(ekstrakt z nagietka lekarskiego), PCA, Oleyl Alcohol(emulgator, emolient - zapobiega odparowywaniu wody), Butyrospermum Parkii Butter(emolient - tworzy na włosie film ochronny zapobiegający odparowywaniu wody), Phenoxyethanol(konserwant), Sodium Benzoate(konserwant), Citric Acid(kwas cytrynowy-zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność), Tetrasodium Glutamate Diacetate, Parfum

Omia ma bardzo przyjemną, kremową i lekką konsystencję, która pozwala na bezproblemowe rozprowadzenie maski na włosach. Z wydajnością jest różnie, jednak zdecydowanie nie należy do tych co znika wyjątkowo szybko, oceniłabym wiec ją jako przeciętną.

Moje włosy na siemię lniane reagują usztywnieniem i przesuszeniem, dlatego początkowo bardzo bałam się co z tego będzie, jednakże maska bardzo mnie zaskoczyła. Włosy były po niej śliskie, nawilżone i zadowolone. Czasem nie dociążała należycie, jednakże zdarzało się to bardzo rzadko, jednak z tego względu nie nazwała bym jej super nawilżającą. Ułatwiała rozczesywanie włosów.

piątek, 12 września 2014

Maska drożdżowa

Skusiłam się na maskę drożdżową przez wpis bez senności, która zachwalała magiczny przyrost 2cm na miesiąc. Cóż, nie ukrywając brzmiało to na tyle dobrze, że postanowiłam wytrwać ten potworny zapach, który ledwo trawię.

Przygotowanie maski było bardzo proste i szybkie, pół kostki drożdży zalewałam odrobiną mleka i mieszałam. Z mlekiem uważałam by maska nie wyszła za rzadka, inaczej okrutnie spływała po karku. Na samym początku zamiast mleka próbowałam dodawać jogurtu naturalnego, jednakże moje włosy się z nim nie polubiły.
Nakładałam ją po każdym myciu na min. godzinę.
A jak już jesteśmy przy nakładaniu...okropieństwo. Na początku nie wiedziałam jak mam ją nałożyć na skalp nie maczając w niej całych włosów i nie ochlapując połowy łazienki. Najlepszym sposobem okazało się robienie przedziałków i nakładanie maski bezpośrednio na skórę. Przez to czas aplikacji był dość długi (chociaż dokładnie nigdy go nie mierzyłam).
Nie miałam problemu ze zmywaniem maski, nie zdarzyło się bym jej gdzieś nie domyła.

Co zyskiwałam?
Włosy były trochą bardziej odbite u nasady niż normalnie, długość zyskiwała odrobinkę z objętości pomimo iż z maską miała kontakt tylko przy spłukiwaniu.
Za każdym razem włosy ładnie lśniły, często nawet pomimo lekkiego spuszenia.
Niestety mokre włosy były przy skalpie nie do rozczesania, były strasznie tępe i lubiły się dziwnie układać. Po każdym myciu musiałam je rozczesać palcami by mi nie wyschły takie pogięte. Na szczęście to wszystko mijało po wysuszeniu i zaczynały zachowywać się normalnie, ale wracało przy ponownym ich zmoczeniu.
Przypisuje jej też pozytywny wpływ na wypadanie, które początkowo po wcześniejszym miesiącu odpoczynku od wcierek powoli zaczynało się wzmagać. Po paru razach z maską wypadanie znów wróciło do normy :)
Dobrze działała na skórę głowy. Czasem na skalpie pojawiają mi się małe krostki, które poznikały podczas tego miesiąca.

Czego nie zyskałam?
Przyrostu ani większej niż normalnie fali baby hair, czyli tego na czym mi najbardziej zależało.

sobota, 30 sierpnia 2014

Receptury Babuszki Agafii - Tonik do włosów przeciw wypadaniu

Z wypadaniem borykam się od wielu lat, dlatego jeśli chodzi o wcierki jestem bardzo wymagająca. Do tej podchodziłam z dystansem, gdyż poprzednia wcierka od tego producenta - aktywne serum na porost włosów - niezbyt się sprawdziła.
Kolor buteleczki mnie mocno zdziwił, bowiem żadne zdjęcia na internecie tego nie pokazywały. Dół jest ciemnozielony, natomiast sama zakrętka jest czarna. Wygląda to nieco dziwnie, jakby ktoś przykręcił nie tę górę. Sam otwór jest bardzo nieprzemyślany. Tonik jest po to by go wcierać w skórę głowy, jednak przy tej zakrętce prędzej oblejemy siebie i pół łazienki.
Aqua with infusions of extracts: Carum Carvi(kminek zwyczajny), Quercus Robur Cortex(kora dębu szypułkowego), Persicaria Hydropiper(rdest ostrogorzki), Acorus Calamus(tatarak zwyczajny), Benzoic Acid(konserwant), Sorbic Acid(konserwant), Benzyl Alcohol(konserwant).

Konsystencja wodnista o brązowym zabarwieniu. Spokojnie wystarczyło mi na 4 tygodnie stosowania, a jeszcze trochę zostało w butelce.

 Niestety znów nie mogę powiedzieć dobrego słowa. Wcierka dedykowana jest dla włosów wypadających, jednakże nie sprawdziła się w tej kwestii. Nie zauważyłam żadnego działania, ani wzmagającego wypadanie, ani poprawiającego. Różnicy w przyroście również nie było żadnej. Rosyjskie wcierki i oleje widocznie są nie dla mnie.

czwartek, 17 lipca 2014

Maska Alverde z awokado i winogronem

Maska ta zalicza się do tej niewielkiej grupy kosmetyków o której długo nie mogłam wyrobić sobie zdania, dlatego tak ciężko było mi napisać o niej recenzję. No ale trzeba ją jakoś podsumować :)
 Opakowanie jest bardzo poręczne i wygodne, ale tylko jeśli chodzi o otwieranie. Wyciskanie produktu z tubki przy mokrych dłoniach było koszmarem, zwłaszcza przy końcówce produktu.
Skład
Aqua, Glycine Soja Oil(olej sojowy), Cetearyl Alcohol(emolient - zapobiega odparowywaniu wody), Alcohol(konserwant, potencjalnie wysuszający), Glycerin(humektant, nawilża i ułatwia transport innych substancji), Stearamidopropyl Dimethylamine(antystatyk, zapobiega elektryzowaniu się włosów, odżywia), Persea Gratissima Oil(olej z awokado), Sodium Lactate(nawilża, zmiękcza), Rhus Verniciflua Cera, Myristyl Myristate(emolient, natłuszcza, tworzy ochronną warstwę i zapobiega odparowywaniu wody), Vitis Vinifera Extract(ekstrakt z winogron), Simmondsia Chinensis Oil(olej jojoba), Lauroyl Sarcosine, Panthenyl Ethyl Ether(internety mówią, że to prowitamina B5 czyli to samo co panthenol zaraz obok, dziwne), Panthenol(nawilża), Hydroxyethylcellulose(zagęstnik), Hydrogenated Lecithin(uwodorniona lecytyna otrzymywana z oleju sojowego, natłuszcza), Hydrolyzed Corn Protein(hydrolizowane proteiny kukurydzy), Hydrolyzed Wheat Protein(hydrolizowane proteiny pszenicy), Hydrolyzed Soy Protein(hydrolizowane proteiny soi), Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate(konserwant), Tocopherol(witamina E,zapewnia trwałość kosmetyku), Helianthus Annuus Seed Oil(olej z nasion słonecznika), Biotin, Ascorbyl Palmitate(zapewnia trwałość kosmetyku), Parfum, Linalool(środek zapachowy - imituje zapach konwalii), Limonene(środek zapachowy - imituje zapach skórki cytryny), Geraniol(środek zapachowy - imituje zapach pelargonii).

Konsystencja i wydajność
Był to pierwszy produkt Alverde który miałam okazję stosować, jednak jak się okazało później i przy odżywce, ta firma produkuje kosmetyki o bardzo specyficznej konsystencji. Gęsta (na zdjęciu widać, że "ogonek" nałożonego fragmentu stoi i nie ma zamiaru w żaden sposób spływać czy uciekać :D), bardzo tępa. Ciężko nakładała się na włosy, zero poślizgu. Przekładało się to niestety na wydajność, która okazała się dość niska.

Dostępność
Niemiecka sieć drogerii DM. Oprócz tego pozostaje tylko internet.

Działanie
Maska ze względu na swoją toporność przy nakładaniu od razu wzbudziła u mnie niechęć, która niestety nie minęła aż do samego końca. Stosowana solo nie sprawdziła się chyba ani razu. Przy spłukiwaniu włosy wydawały się być niesamowicie odżywione i mięsiste, natomiast po wyschnięciu stawały się szorstkie i spuszone :( Jako część złożonej pielęgnacji, czyli jako jeden produkt z paru nakładanych sprawowała się naprawdę dobrze, dlatego strzelam, że taka kombinacja składu zwyczajnie nie trafiła w gusta moich włosów by być stosowana samodzielnie.

wtorek, 20 maja 2014

Wcierka z niacynamidem i kofeiną

Przepis i pomysł nie jest mojego autorstwa, jednakże bardzo lubię samodzielnie wykonane cuda, dlatego nie mogłam się oprzeć tej wcierce, zwłaszcza po tylu hymnach pochwalnych od strony autorki tego cuda. Mowa tu o wcierce Semper Feminy

Skład:
kofeina farmaceutyczna - 5g (4%)
Niacynamid - 5g (4%)
Woda demineralizowana  - 115g (92%)
FEOG - 21 kropel

Wcierka pozostawia biały nalot na włosach i powoduje, że stają się jakby bardziej tępe i szorstkie, na początku tylko przy głowie, jednak przy pierwszym czesaniu uczucie to szło w dół. Te białe drobinki nie był niezwykle uciążliwe, na jaśniejszych włosach zapewne byłyby niezauważalne. Jeśli chodzi o zalety: wcierka faktycznie w pewnym sensie hamuje wypadanie włosów. To czy wypadają naprawdę paskudnie poznaje głównie po ilości włosów, które lecą podczas wieczornego nakładania wcierki. Na samym początku było paskudnie, leciały garściami. Po dwóch tygodniach tych włosów zbierałam z podłogi może kilkanaście. Wypadanie podczas mycia jednak dalej bez zmian. Przyspieszony przyrost odnotowany ^^ Włosy urosły 0,5 cm ponad normę. Jednak jej największą zaletą jest ogromna, ogromna ilość babyhair. Nie mam problemu z małymi włoskami, ale to co się teraz dzieje na moim czole i karku...szał. Wcierka pobudziła nawet mieszki włosowe, które do tej pory były uśpione, linia włosów na skroniach poszła trochę do przodu. Wcierka działała dość nietypowo jaku mnie, pierwsze dwa tygodnie nie było żadnych zmian, żadnego przyspieszonego przyrostu. Zaczęła działać dopiero w kolejnych dwóch. Nazwałam to nietypowym, bo u mnie zazwyczaj przy wcierkach jest odwrotnie - pierwsze dwa tygodnie widać różnicę, później wszystko zwalnia. Podejrzewam, że gdybym stosowała ją dłużej, efekty byłyby jeszcze lepsze.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Mrs. Potter's - balsam odbudowa i nawilżenie z aloesem i jedwabiem

Tę odżywkę zakupiłam pod wpływem zachcianki, jeszcze wtedy kiedy cały szał na Mrs. Potter's na blogosferze nie nabrał aż takiego tępa jak teraz, i kiedy widziałam może z jedną recenzję tego produktu. Był to moment kiedy odkryłam, że moje włosy uwielbiają aloes, dlatego dałam się ponieść. Jednak akie wady i zalety odnalazłam w tym produkcie?
Skład
Aqua, Cetearyl Alcohol(emolient - zapobiega odparowywaniu wody), Cetrimonium Chloride(zapobiega elektryzowaniu,wygładza, ułatwia rozczesywanie, nadaje połysk), Isopropyl Myristate(emolient - zapobiega odparowywaniu wody, wpływa również na właściwości aplikacyjne produktu), Dimethicone Copolyol(silikon zmywalny wodą, ułatwia rozczesywanie, zapobiega elektryzowaniu, wygładza), Aloe Barbadensis(wyciąg z aloesu), Camellia Sinensis(herbata chińska), Propylene Glycol(nawilża), Hydrolyzed Silk(hydrolizad jedwabiu czyli proteinki), Parfum, Isopropyl Alcohol(alkohol o możliwym działaniu wysuszającym, ułatwia penetracje składników wgłąb włosa, konserwant), Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylchloroisothiazolinone(konserwant), Methylisothiazolinone(konserwant), Citric Acidkwas cytrynowy-zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność), Limonene(środek zapachowy - imituje zapach skórki cytryny), Linalool(środek zapachowy - imituje zapach konwalii)

Konsystencja i wydajność
 Balsam jest niezwykle rzadki, jednak o dziwo nie stanowiło to dla mnie większego problemu. Wydajność ma raczej średnią, czasem potrzebowałam go nieco więcej, bo włosy go za bardzo wypijały na początku i trzeba było dokładać, jednak ostatecznie nie wypada tak źle, bo butelka ma ogromną pojemność - 500ml

Dostepność
Ja swój balsam zakupiłam w  Kauflandzie po 7 czy 8zł, czyli niezwykle tanio :)

Działanie
Zaprzyjaźniłam się z tym balsamem już od pierwszego użycia, dlatego nie mogłam zrozumieć czemu nagle przestał działać. Okazało się, że sukces tego balsamu leży w długości trzymania go na włosach. Kiedy nakładałam go na 5 minut zyskiwałam jedynie bardzo delikatne zmiękczenie i lekkość włosów, która niezbyt mi się podobała. Jednak kiedy czas trzymania na włosach wydłużyć do 20 minut osiąga się blask, miękkość i niezwykłe wygładzenie - aż tak duże, że od razu miałam wrażenie, że mam o połowę mniej włosów. To była zupełnie prościutka tafla, którą ciężko było zapleść w jakiegokolwiek warkocza :)

czwartek, 27 lutego 2014

Apteka Agafii - Aktywne serum na porost włosów

Niewiarygodnie sławne serum zawitało u mnie już spory czas temu, pierwszy raz wykorzystałam je we wcierce z cebulą i czosnkiem, która w tamtym okresie nie sprawdziła się jakoś wyjątkowo dobrze. Czy samo serum poradziło sobie lepiej?
Buteleczka jest poręczna, dobrze leży w dłoni. Duży plus za dozownik, którego brakuje w wielu innych wcierkach. Ja jednak pomimo spryskiwacza i tak wolałam pipetę, kwestia przyzwyczajenia :)

Skład
Althaea Officinalis Extract(prawoślaz lekarski-działanie zmiękczające, osłaniające), Shizandra Chinensis Officinalis Oil(olej z cytryńca chińskiego-wzmacnia i odżywia cebulki), Panax Ginseng Extract(ekstrakt z żeń-szenia-pomaga w walce z wypadaniem, łysieniem), Mellissa Officinalis Leaf Oil(olej z liści melisy-działanie tonizujące, odżywiajace), Arctium Lappa Root Extract(ekstrakt z korzenia łopianu-pomaga w walce z wypadaniem, łupieżem), Urtica Dioica Extract(extrakt z pokrzywy(wzmacnia, przeciwdziała łupieżowi i przetłuszczaniu się włosów), Betula Alba Extract(ekstrakt z brzozy-działa antyseptycznie, ułatwia gojenie ran, pomaga przy łupieżu), Yeast Extract(ekstrakt z drożdży-przyspiesza porost), Capsicum Anuum Fruit Extract(ostra papryka-pobudza krążenie, przyspiesza porost), Climbazole(klimbazol-działanie przeciwgrzybicze i przeciwłupieżowe), Allantoin(działanie przeciwzapalne,wspomaga regenerację i przyspiesza gojenie się ran), Pantothenic Acid(kwas pantotenowy-inaczej witamina B5 lub d-pantenol), Neolone

Konsystencja i wydajność
Konsystencją przypomina wodę, jednak taka buteleczka 150ml jest całkiem wydajna. Ok. 45 ml użyłam wcześniej na wcierkę, reszta wystarczyła mi na ok. 5 tygodni.

Działanie
Serum stosowałam codziennie wieczorem, nie zauważyłam by wpływała szczególnie na skrócenie czy też wydłużenie czasu świeżości włosów. Nie drażni zapachem, który i tak szybko ulatnia się z włosów, jest niekłopotliwa i przyjemna w stosowaniu. I na tym kończą się jej plusy. Moje odporne na wspomagacze włosy przyspieszyły swoje tępo wzrostu może o 2/3mm, czyli tyle ile wynosi granica błędu przy pomiarach długości. Nie sprawdził się pomimo iż pokładałam w nim ogromne nadzieje.
Jednak polecam chociaż spróbować, na wiele osób podziałało :)

piątek, 14 lutego 2014

Kallos Crema al Latte

Tego produktu nie trzeba przedstawiać, Kallos jest jedną z tych masek którą chociażby z nazwy zna każdy. Przepełniona nadziejami, zapatrzona w recenzje innych blogerek nie miałam wątpliwości gdy kupowałam cały litr. Jednakże czy zasłużył na miano włosowego hitu?
 Opakowanie jest duże, bardzo nieporęczne nie tylko ze względu na swoje wymiary. Jeśli nie otworzyłaś maski przed rozpoczęciem mycia włosów i próbujesz otworzyć je mokrymi rękoma-zapomnij! Plastik jest gładki, przez co dłonie się po nim ślizgają.
Skład
Aqua, Cetearyl Alcohol(emolient - zapobiega odparowywaniu wody), Cetrimonium Chloride(zapobiega elektryzowaniu,wygładza, ułatwia rozczesywanie, nadaje połysk), Dipalmytolyethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate(zmiękcza, ułatwia rozczesywanie, zapobiega elektryzowaniu), Parfum, Benzyl Alcohol(alkohol aromatyczny, konserwant), Citric Acid(kwas cytrynowy-zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność), PEG-5 Cocomonium Methosulfate(pochodna glikolu, antystatyk-zapobiega elektryzowaniu), Methylchloroisothiazolinone(konserwant), Sodium Glutamate(środek zapachowy), Hydrolized Milk Protein(hydrolizat protein mleka), Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Casein(antystatyk-zapobiega elektryzowaniu włosów), Methylisothiazolinone(konserwant), Sodium Cocoyl Glutamate(delikatna substancja myjąca), Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride(ułatwia rozczesywanie, odżywia włosy)

Konsystencja
Lekka, raczej rzadka, zwłaszcza jak na maskę. Przy nieuważnym odsączeniu wody z włosów lub dodaniu zbyt dużej ilości płynnych dodatków maska bardzo spływa.

Zapach
Intensywny, bardzo słodki. Pachnie mlekiem lub słodkimi mlecznymi ciastkami. Długo utrzymuje się na włosach (jestem raczej znieczulona na wszelakie zapachy, jednak ten czuje tak samo intensywnie aż do następnego mycia)

Działanie i moja opinia
Swego czasu cała blogosfera pisała mu hymny pochwalne dlatego miałam co do niej ogromne nadzieje. Na początku spisywała się całkiem dobrze, albo jak patrze na to z odległości czasu i wyrozumiałości dla niegdysiejszej, nic niewiedzącej mnie - spisywała się "jako tako". Po miesiącu, może dwóch zauważyłam, że maska przestała z włosami robić cokolwiek (no ułatwiała rozczesywanie, ale u mnie to nie problem, dobry szampon potrafi to zrobić), zaczęłam kombinować z dodatkami i było lepiej. Jeśli chcemy sprawdzić działanie samych dodatków, półproduktów czy czego do niej nie dodamy - jest idealna, jednakże nie podbija ich działania w żaden sposób.

Patrząc na skład chciałabym zwrócić uwagę na te słynne proteiny mleka o których tak głośno w tej masce. Podkreśliłam w składzie dwie substancje. Pierwsza to Benzyl Alcohol. Jest on dopuszczalny w kosmetykach w stężeniu do 1%! Później mamy parę innych składników i druga podkreślona substancja: Methylchloroisothiazolinone - maksymalne stężenie tego konserwantu w kosmetyku wynosi 0,0015% ! A proteiny mleka są jeszcze dalej w składzie. Chyba nie muszę wspominać jak "dużo" ich tam znajdziemy?

niedziela, 19 stycznia 2014

Garnier Fructis Oleo Repair

Do firmy Garnier mam ogromny sentyment, to właśnie jedną z serii Fructis używałam zanim zaczęłam swoje włosomaniactwo, dlatego byłam do tej odżywki nastawiona bardzo pozytywnie. Czy słusznie?
Skład
Water, Cetearyl Alcohol(emolient - zapobiega odparowywaniu wody), Behentrimonium Chloride(antystatyk - zapobiega elektryzowaniu włosów, konserwant, substancja myjąca, osoby wrażliwe może podrażniać), Cetyl Esters(emolient - zapobiega odparowywaniu wody), Niacinamide(witamina B3 - poprawia ukrwienie skóry, wzmacnia cebulki), Sugar Cane Extract, Olive Fruit Oil, Trideceth-6(substancja myjące, emulgator), Chlorhexidine Digluconate(środek bakteriobójczy), Limonene(środek zapachowy - imituje zapach skórki cytryny), Camellia Sinensis Leaf Extract(ekstrakt z zielonej herbaty), Linalool(środek zapachowy - imituje zapach konwalii), Benzyl Salicylate(środek zapachowy - imituje zapach kwiatów), Benzyl Alcohol(konserwant), Amodimethicone(silikon łatwo zmywalny łagodnym szamponem), Isopropyl Alcohol(alkohol o możliwym działaniu wysuszającym, ułatwia penetracje składników wgłąb włosa, konserwant), Apple Fruit Extract, Pyridoxine Hcl(witamina B6), Avocado Oil, Shea Butter, Citric Acid(kwas cytrynowy-zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność), Butylphenyl Methylpropional(środek zapachowy), Cetrimonium Chloride(zapobiega elektryzowaniu,wygładza, ułatwia rozczesywanie, nadaje połysk), Lemon Peel Extract, Hexyl Cinnamal(środek zapachowy - imituje zapach jaśminu), Parfum

Konsystencja
Konsystencja jest gęsta jak na odżywkę, mnie osobiście odrobinę irytowała przy rozprowadzaniu na włosach.

Działanie
Odżywka zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. Bez względu na czas trzymania jej na włosach efekt był ten sam - strączkowanie. Czasem dostrzegalne było tuż po wysuszeniu, czasem trzeba było na nie czekać jeden dzień, jednak pojawiało się zawsze. Katastrofą było nałożenie odżywki bliżej skóry głowy, włosy bardzo szybko wyglądały na przetłuszczone i faktycznie musiałam je wtedy umyć szybciej niż normalnie. Zużyłam ją jako dodatek do masek, w tej roli sprawdziła się wyśmienicie ;) Przerażający jest fakt, że w składzie znajduje się 5 substancji zapachowych (nie wliczając samej pozycji "Parfum") i każdy z nich jest potencjalnie groźny, są potencjalnymi alergenami. Plus Alkohol izopropylowy który nie każdemu służy. Straszne!

piątek, 18 października 2013

Olej Sesa

Sesa to jeden z trzech olejków które zakupiłam w sierpniu (tu o tym wspominałam) jako pomoc w walce z wypadaniem. Jego działania byłam najbardziej ciekawa dlatego to właśnie on poszedł na pierwszy ogień.

Skład
Bhringraj  3,oo% w/v, Brahmi 1,00% w/v, Chameli Pan 1,00% w/v, Chanothi 0.50% w/v, Dhaturo 2,00% w/v, Elaychi 0,50 w/v, Nilli patta 1,00% w/v, Indravama 1,00% w/v, Jatamansi 0.50% w/v, Karanj Beej 0.50% w/v, Neem Beej 0.50% w/v, Mahendi Pan 0.50% w/v, Mandur 4,00% w/v, Rasot 0.50% w/v, Trifala 3,00% w/v, Akkal kara 0.50% w/v, Vacha 0.50% w/v, Yashti Madhu 0.50% w/v

Proceddes As Per TAIL PAK VIDHI With MILK 10% v/v, Wheat Germ Oil (olej z kiełków pszenicy) 1,00% v/v, Lemon Oil (olejek cytrynowy) 1,00% v/v, Nilibhrungandi Oil 8,00% v/v, Til Oil (olej sezamowy) 25,00% v/v, Sugandhit Dravya 2,00% v/v, Coconut Oil (olej kokosowy) Q.S. to 100% v/v, Colour : Quinazarine Green SS

Konsystencja i wydajność
Wydajność raczej średnia, ten olejek wyjątkowo szybko znika z buteleczki (choć pewnie wylanie części też miało na to pewien wpływ), jednakże nie jest tak źle, jest raczej przeciętna. Konsystencja w temperaturze pokojowej jest płynna, gdy olejkowi zrobi sie zimno zmienia konsystencję na stałą (od razu wiem kiedy za zimno u mnie w pokoju :D)

Działanie
Początkowo przez prawie dwa tygodnie stosowałam go wraz z kozieradką, która sama już poradziła sobie z wypadaniem w stopniu w miarę zadowalającym, po dodaniu do rytuały Sesy wypadanie było naprawdę ograniczone. Wraz z nadejściem października odstawiłam kozieradkę stosując Sesę solo przed każdym myciem. Wypadanie niestety pogorszyło się, sama Sesa sobie z tym nie radziła, chociaż intensywność wypadania zmieniła nieco swoje proporcje... w ciągu dnia leci naprawdę mało włosów, jednak podczas nakładania olejku i zmywania go rano włosów wypada całkiem sporo. Patrząc na takie proporcje wypadających włosów stwierdzam, że ich ilość jest taka jak przed stosowaniem kozieradki czyli nie ma tragedii, ale dobrze też nie jest.
Nie przyspieszył wzrostu włosów.
Olejek nałożony na długość bardzo odpowiadał moim włosom, były niesamowicie miękkie i odpowiednio dociążone nawet po same końcówki. Tym bezsprzecznie podbił moje serce.

Chętnie spróbowałabym nakładać go nie na cała noc a na godzinę lub dwie przed myciem. Może brak poprawy to zwyczajnie kwestia zbyt drugiego czasu trzymania olejku na skórze?

Edit [z dnia 26.02.2014]: Ponowiłam próbę nakładania oleju na skórę głowy, tym razem tak jak zapowiadałam wcześniej spróbowałam nakładać go tylko na godzinę przed myciem. Zrobiłam to zaledwie trzy razy, czyli stosowałam go zaledwie tydzień. Wypadanie które ograniczyłam wcześniej do minimum pogorszyło się już od pierwszego razu, katastrofa! Włosy wypadają potwornie. Niestety :(

poniedziałek, 30 września 2013

Maska nawilżająca Bioetika Crema di Essenza I

Niestety pierwszą wersję tego posta wykasowałam zupełnie przez przypadek, jednakże doskonale pamiętam co miałam tu napisane - moja opinia się nie zmieniła, a maskę dokupuję systematycznie wiec wszystkie informacje są jak najbardziej poprawne i "świeże" :) 
Maska zapakowana jest w poręczne opakowanie z którego bez problemu można wydobyć produkt nawet gdy jest na wykończeniu. Zakrętka jest o lekko chropowatej strukturze, dzięki czemu można ją z łatwością odkręcić mokrymi dłońmi. Sama maska jest dodatkowo zabezpieczona przed uciekaniem dzięki dodatkowej przykrywce, która doskonale sprawdza się w swej roli.
Aqua, Propylene Glycol(nawilża), Myristyl Alcohol, Cetrimonium Chloride(zapobiega elektryzowaniu,wygładza, ułatwia rozczesywanie, nadaje połysk), Aloe Barbadensis(wyciąg z aloesu), Coconut Oil(olej kokosowy), Citric Acid(kwas cytrynowy-zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność), Parfum, Benzyl Alcohol(konserwant), Methylchloroisothiazolinone(konserwant), Methyl Isothiazolinone(konserwant).
 
 Maska ma dość gęstą, budyniową konsystencję, z którą nie wiem czemu nie mogłam się na początku dogadać. Zrozumienie i miłość przyszły z czasem - okazało się, że maska może łatwo rozprowadzać się na włosach i nie trzeba jej do tego aż tak wiele, co przekłada się na całkiem dobrą wydajność.
Mogę szczerze powiedzieć, że jest to maska uniwersalna. Solo sprawdzi się w momentach, gdy włosy nie potrzebują aż tak wielkiego nawilżenia, nie obciąża a ładnie wygładza i utrzymuje dobry stan nawilżenia. Jest idealna jako baza do wszelakich półproduktów - wręcz powiedziałabym, że jest to najlepsza baza jaką próbowałam, gdyż podbija działanie tego co do niej dodamy. Gdy potrzebuję emolientów - dolewam parę kropli oleju, gdy nawilżenia - aloesu, gdy protein - jedwab czy proteiny mleka. Przy odpowiedniej kombinacji jestem w stanie uzyskać efekt włosów idealnych. Zdecydowanie polecam :)