piątek, 14 lutego 2014

Kallos Crema al Latte

Tego produktu nie trzeba przedstawiać, Kallos jest jedną z tych masek którą chociażby z nazwy zna każdy. Przepełniona nadziejami, zapatrzona w recenzje innych blogerek nie miałam wątpliwości gdy kupowałam cały litr. Jednakże czy zasłużył na miano włosowego hitu?
 Opakowanie jest duże, bardzo nieporęczne nie tylko ze względu na swoje wymiary. Jeśli nie otworzyłaś maski przed rozpoczęciem mycia włosów i próbujesz otworzyć je mokrymi rękoma-zapomnij! Plastik jest gładki, przez co dłonie się po nim ślizgają.
Skład
Aqua, Cetearyl Alcohol(emolient - zapobiega odparowywaniu wody), Cetrimonium Chloride(zapobiega elektryzowaniu,wygładza, ułatwia rozczesywanie, nadaje połysk), Dipalmytolyethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate(zmiękcza, ułatwia rozczesywanie, zapobiega elektryzowaniu), Parfum, Benzyl Alcohol(alkohol aromatyczny, konserwant), Citric Acid(kwas cytrynowy-zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność), PEG-5 Cocomonium Methosulfate(pochodna glikolu, antystatyk-zapobiega elektryzowaniu), Methylchloroisothiazolinone(konserwant), Sodium Glutamate(środek zapachowy), Hydrolized Milk Protein(hydrolizat protein mleka), Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Casein(antystatyk-zapobiega elektryzowaniu włosów), Methylisothiazolinone(konserwant), Sodium Cocoyl Glutamate(delikatna substancja myjąca), Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride(ułatwia rozczesywanie, odżywia włosy)

Konsystencja
Lekka, raczej rzadka, zwłaszcza jak na maskę. Przy nieuważnym odsączeniu wody z włosów lub dodaniu zbyt dużej ilości płynnych dodatków maska bardzo spływa.

Zapach
Intensywny, bardzo słodki. Pachnie mlekiem lub słodkimi mlecznymi ciastkami. Długo utrzymuje się na włosach (jestem raczej znieczulona na wszelakie zapachy, jednak ten czuje tak samo intensywnie aż do następnego mycia)

Działanie i moja opinia
Swego czasu cała blogosfera pisała mu hymny pochwalne dlatego miałam co do niej ogromne nadzieje. Na początku spisywała się całkiem dobrze, albo jak patrze na to z odległości czasu i wyrozumiałości dla niegdysiejszej, nic niewiedzącej mnie - spisywała się "jako tako". Po miesiącu, może dwóch zauważyłam, że maska przestała z włosami robić cokolwiek (no ułatwiała rozczesywanie, ale u mnie to nie problem, dobry szampon potrafi to zrobić), zaczęłam kombinować z dodatkami i było lepiej. Jeśli chcemy sprawdzić działanie samych dodatków, półproduktów czy czego do niej nie dodamy - jest idealna, jednakże nie podbija ich działania w żaden sposób.

Patrząc na skład chciałabym zwrócić uwagę na te słynne proteiny mleka o których tak głośno w tej masce. Podkreśliłam w składzie dwie substancje. Pierwsza to Benzyl Alcohol. Jest on dopuszczalny w kosmetykach w stężeniu do 1%! Później mamy parę innych składników i druga podkreślona substancja: Methylchloroisothiazolinone - maksymalne stężenie tego konserwantu w kosmetyku wynosi 0,0015% ! A proteiny mleka są jeszcze dalej w składzie. Chyba nie muszę wspominać jak "dużo" ich tam znajdziemy?

14 komentarzy:

  1. Prawda składem nie powala.Ja używałam ją jedynie z półproduktami.A sama maska to tak właściwie nic nie robiła z moimi włosami.Teraz zamiast jej używam wersji z olejem z lnu-ale ją również nie nakładam nigdy samą tylko z półproduktami

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam odlewke tej maski i musze przyznac, ze lekko mnie rozczarowala ;) Byc moze wlasnie przez pochwalne opinie na jej temat. Zamierzam zuzyc ja z polproduktami, jednak raczej sama jej nie kupie- do polproduktow bardziej podpasowal mi kolejny klasyk, maska Gloria ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Glorii jeszcze nie miałam, hańba mi!

      Usuń
  3. Niby ma protein tyle, co kot napłakał ;) ale i tak potrafił mi kiedyś spowodować przeproteinowanie włosów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno było przeproteinowanie? Mnie ta maska też tak raz oszukała, po zmyciu było gorzej niż bez niej, napuszone i niezadowolone. Coś włosom wtedy nie podpasowało, ale minęło zdecydowanie za szybko na przeproteinowanie, no i teraz kupiłam hydrolizat protein mleka i wiem, że to nie była reakcja na to (bo moje włosy mają wybrane proteiny które lubią a które nie :D) i do teraz żyłam z myślą, że nienawidzą protein mleka co jest nieprawdą :)

      Usuń
    2. No u mnie to też był jednorazowy incydent, a tak to przeważnie po Kallosie miałam przyklap :P Nie wiem, trzeba będzie to sprawdzić, czy faktycznie moje włosy nie lubią protein mleka ;)

      Usuń
  4. Ja właśnie chcę jej spróbować. Wiadomo, że protein to tam jest mało, no ale na niektórych działa

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam jeszcze nigdy produktów z Kallosa. Może kiedyś się to zmieni. Na razie nie planuję zakupu ich produktów. Na wszystko przyjdzie czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jej jeszcze nie miałam, ale również zastanawiałam się nad składem, że przecież nie powala to nie wiem czy warto go kupować..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ostatnim czasie nie spotkałam chyba opinii w której ktoś byłby z niej zachwycony, raczej coraz częściej podpada pod "nie robi nic szczególnego". A jest tyle innych wspaniałych masek które można kupić zamiast Kallosa ;D

      Usuń
  7. Ja uwielbiam tę maskę nie za działanie, ale za zapach. Nie udało mi się znaleźć nic o podobnym zapachu. Najbardziej by mi zależało na balsamie do ciała albo żelu pod prysznic. A działanie rzeczywiście takie sobie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam tę maskę i bardzo lubiłam, fajnie, że jest dostępna w Hebe :)

    Obserwuję :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje włosy szybko się do niej przyzwyczajają ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię tę maskę, jednak nie używam jej teraz zbyt często, gdyż moje włosy się do niej przyzwyczaiły i muszą od niej odpocząć. :)

    OdpowiedzUsuń