piątek, 3 kwietnia 2015

Podsumowanie marca


Niestety w zeszłym miesiącu ciągle odkładałam aktualizację, a gdy się zorientowałam, że o niej zapomniałam była już połowa miesiąca. Również parę zewnętrznych czynników mniej lub bardziej na to wpłynęło, jednak nie o to chodzi by się tu teraz oficjalnie tłumaczyć. O wiele bardziej chciałabym za to przeprosić, was i samą siebie (za brak kopa w tyłek w odpowiednim momencie).
Marcowe zdjęcie przedstawia więc to jak włosy radziły sobie przez te dwa miesiące i o ile w lutym nie miałam z nimi za bardzo problemów, tak w marcu strasznie dały mi popalić. Planowane przycięcie wykonałam pół miesiąca później - zamiast w połowie, to pod koniec marca. Było to średnim pomysłem, bo końcówki zarządziły bunt i jak nigdy zaczęły się plątać i kołtunić. Całe włosy najpierw były przesuszone, a potem zaczęły się szybciej przetłuszczać, no jakaś katastrofa. Ale nie ma co narzekać, w następnym miesiącu po wczorajszym podcięciu może być tylko lepiej :)
Jednak muszę się pochwalić. W marcu udało mi się osiągnąć dwie rzeczy. Mianowicie: osiągnęłam swój pierwszy długościowy cel (po czym obcięłam włosy o 1cm, ale jednak!) czyli talię! Oraz udało mi się zagęścić włosy i ich objętość w kucyku wynosi teraz 6,7/7cm ! (a było to 6/6,5cm). Już przestałam wierzyć, że jest to możliwe. Tak bardzo się cieszę :))
Przyrost: 1cm - w tym miesiącu stosowałam tonik Orientany, jednakże byłam średnio regularna, a i tak ciężko było by wystarczyło go do końca miesiąca :C

W tym miesiącu stosowałam:
    - Łaźnia Agafii mydło cedrowe
    - Love2Mix organiczny szampon-krem
    - Eva natura pokrzywowa
    - Nivea Long Repair
    - Alverde Amaranth
    - Natura Siberica balsam rokitnikowy z efektem laminowania (dostałam odlewkę, na razie się polubiliśmy)
    - Kallos Keratin
    - Bioetika I
    - Alverde Aloes i Hibiskus
 
    - migdałowy
    - sezamowy
 
    - Orientana Ajurwedyjski tonik do włosów (wcierka)
    - cukier (do peelingu skalpu)
    - wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnie
    - hydrolizowane białka jedwabiu

czwartek, 19 lutego 2015

Niedziela dla włosów

Mocno spóźniona "niedziela", jednakże dopiero odżywam po chorobie, która męczyła mnie ponad tydzień. Nie byłam nawet pewna czy uda mi się zorganizować cokolwiek dla włosów, jednakże udało dałam radę :)
Postanowiłam spróbować czegoś co dawno miałam w planach i nawet sama nie pamiętam czy już to testowałam. Mianowicie wieczorem wzięłam trochę masła Shea (którego zawsze trochę mam odłożone w łazience bo takie prosto z lodówki jest za twarde), zrobiłam mu ciepłą kąpiel co by się stało płynne i nałożyłam na całą noc na włosy.
Rankiem umyłam włosy aloesową Equilibrą. To było dziwne uczucie, ciągle miałam wrażenie jakbym nie do końca potrafiła zmyć masło z włosów. Postanowiłam jednak zostawić to tak jak jest i nałożyłam na długość miodową maskę Seri, którą spłukałam po nieco ponad godzinie.
Namacalnie włosy były zadowolone, miękkie i gładkie, jednakże coś mi w nich nie pasowało. Zwłaszcza wizualnie mi niepodeszły. Na początku pojawił się lekki puszek, baby hairs sterczały
na wszystkie strony wokół głowy tworząc aureolkę a na długości wrażenie choinki. Na zdjęciach widać też, że nie popisały się w tym dniu zbytnim blaskiem.

wtorek, 10 lutego 2015

Niedziela dla włosów

Z samego rana nałożyłam na skalp maść końską, którą ze względu na czas wolny zdecydowałam się zużyć do końca oraz raczej standardowo olej sezamowy na długość. Miało być zmyte po godzinie, wyszło jednak, że umyłam włosy po godzinach trzech (tak to jest jak się człowiek zasiedzi :D) szamponem Equilibra aloesowym. Mieszankę w której zmieszałam pół na pół maski Biovax Naturalne Oleje i Keratyna+Jedwab trzymałam na włosach półtora godziny.
Niestety zanim włosy wyschły słonko uciekło w podskokach i szybko zrobiło się ciemno, dlatego zdjęcia musiałam przenieść na następny dzień. W tym celu na noc zawiązałam swojego koczka-ślimaczka.
Początkowo włosy były idealne gdy się je dotykało, dociążone dzięki olejom, pełne przez proteiny ale... okropnie się strączkowały :C Po 10 minutach od rozczesania zbierały się w kolonie, paskudna sprawa. Na szczęście po nocy to minęło, nie wiem czy to zasługa odczekania czy samych fal ale i tak jestem zachwycona. Nie wiem czemu dopiero teraz wpadłam na to by połączyć te dwie maski, doskonale się uzupełniają bo oleje neutralizują puch protein.

niedziela, 8 lutego 2015

Podsumowanie stycznia

W połowie stycznia jak za sprawą magii minęło przyspieszone przetłuszczanie się włosów, do teraz nie znalazłam żadnej zależności ani kosmetyku który byłby winien całej tej sytuacji. Druga połowa stycznia była dla mnie pełna stresu i zabiegania, nie miałam na nic czasu przez co często odpuszczałam sobie chociażby olejowanie czy dłuższe siedzenie z maskami (sesja, nie polecam :C). Zdjęcie wyszło fatalnie, ostrość nie chciała łapać no i ostatniego dnia miesiąca (w dzień robienia zdjęcia, nie wiem co mnie podkusiło...) stwierdziłam, że spróbuję pierwszy raz nowej maski Alverde, która niesamowicie mi spuszyła włosy i spowodowała, że stały się bardzo szorstkie.
Przyrost: ciut ponad 1cm

W tym miesiącu stosowałam:
    - Łaźnia Agafii mydło cedrowe
    - Love2Mix organiczny szampon-krem
    - Equilibra aloesowa
    - Eva natura pokrzywowa
     - Alverde Amaranth
     - Mrs. Potter's lotos i kolagen
    - Bioetika I
    - L'biotica Biovax Naturalne Oleje
    - Kallos Keratin
    - Alverde Aloes i Hibiskus (masakra :<)
    - sezamowy
    - arganowy
    - wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnie
    - hydrolizat protein mleka
    - cukier (do peelingu skalpu)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Niedziela dla włosów


Z samego rana nałożyłam na włosy olej sezamowy, który posiedział tam 2 godziny, po tym czasie umyłam je mydłem cedrowym. Dalej nie mogę przyzwyczaić się do jego dziwnej gumowej konsystencji, która magicznie ucieka między palcami, ale dogadamy się! Stanowczo nadrabia to doskonałym działaniem i dużą ilością piany z którą wiecznie miałam problem.
Po umyciu nałożyłam maskę L'biotica Biovax Naturalne Oleje z paroma kroplami wyciągu z aloesu, którą po godzinie spłukałam.
Włosy zostały wysuszone suszarką, jednakże w żaden sposób nie wpłynęło to na efekt końcowy, no chyba, że tylko wizualnie (brak typowej fali na wysokości ucha/ramienia). Są gładkie jak na maskę bez silikonów, jednakże jak to po masce Biovax pozostało uczucie , że włosy są czymś opatulone (bo oblepione nie brzmi dobrze w tej sytuacji), ale jest to jak najbardziej pozytywne! Dzięki temu końcówki stały się trochę cięższe i bardziej odporne na fruwanie, a całość lepiej znosi wszelakie fryzury, np. o wiele szybciej zniknęło typowe sianko po całodziennym koku.

niedziela, 18 stycznia 2015

Maść końska stosowana na porost włosów

Temat maści końskiej stosowanej na skalp jest dość kontrowersyjny i trudny. Dziewczyny, które jej stosowały często zauważały bardzo duży przyrost, jednakże zdarzało się, że również doznawały podrażnienia skalpu. Kiedy zdecydowałam się, że spróbuję podeszłam do sprawy ochoczo, lecz ostrożnie. Jeśli ktoś byłby zainteresowany tematem proszę o uwagę przy wybieraniu maści, gdyż najważniejszy jest skład! - moja jest firmy Herbamedicus (podobno maść firmy Virde jest równie dobra)

WAŻNE!
Bardzo ważne jest by przed użyciem zrobić próbę uczuleniową. Pierwszą proponuję wykonać na ręce/nodze, odczekać i zobaczyć co się dzieje. Zaczerwienienie i rozgrzanie skóry to efekt pożądany, poniższe zdjęcie ukazuje jak to wyglądało po około 10 minutach u mnie. Druga próba powinna zostać przeprowadzona na samym skalpie lub na krańcu linii włosów. Ja wtarłam trochę maści w trzy miejsca na głowie, by mieć pewność jak reagują poszczególne części skalpu.

Aqua, Glycerin, Symphytum Officinale Root Extract, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Alcohol denat., Carbomer, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Abies Alba Leaf Oil, Camphor, Polysorbate 80, Imidazolidinyl Urea, Mentha Piperita Oil, Juniperus Communis Fruit Oil, Sodium Hydroxide, Thymus Vulgaris Oil, Arnica Montana Flower Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Scutellaria Baicalensis Extract, Echinacea Purpurea Extract, Agrimonia Eupatoria Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Pinus Pumila Twig Leaf Oil, Polygonum Bistorta Root Extract, Citrus Limon Fruit Oil, Citrus Grandis Peel Oil, Pinus Mugo Twig Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Lavendula Angustifolia Oil, Calluna Vulgaris Extract, Cl 16185, Ribes Nigrum Fruit Extract, Peg-12 Dimethicone, Chamomailla Recutita Flower Extract, Limonene, Linalool, Capsicum Frutescens Fruit Extract, Cinnamomum Zeylanicum Bark Oil
 Skład pełen ekstraktów i olei, jednakże uwaga na alkohol, który jest dość wysoko w składzie.
Konsystencja jest żelowa, przy gęstszych włosach może być trudna do rozprowadzenia po skalpie bez brudzenia połowy włosów. Dla tych oporniejszych proponuje zmieszać z jakimś olejem. Wydajność jest zadowalająca, maści nie rozcieńczałam i 300ml wystarczyło mi na 1,5miesiaca używania + jeszcze trochę jej na dnie zostało.

Po nałożeniu maści czasem nie czułam kompletnie nic, czasem było to uczucie ciepła, jednakże skalp koloru nie zmieniał (jak to miało miejsce na ręce czy nodze). Najbardziej obawiałam się wzmożonego wypadania, z którym borykałam się dłuższy czas i bardzo nie chciałam by wróciło przy tego typu eksperymentach, na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Maść nakładałam przed każdym myciem na około godzinę/półtora po czym zmywałam szamponem (uwaga by woda przy spłukiwaniu nie spływała po twarzy - zostają wtedy czerwone smugi :D).
Przez pierwszy miesiąc przyrost wyniósł 1,5cm, czyli 0,5cm ponad normę. Przez kolejne pół miesiąca włosy nie ruszyły nawet o milimetr, nie wiem czy to kwestia spadku działania wcierki czy przypadku. Jednakże ilość baby hair, które pojawiły się na mojej głowie...wow! Dzięki temu zupełnie nie żałuję, że spróbowałam i polecam każdemu, kto nie jest podatny na przesuszenie skalpu (alkohol na 5 miejscu w mojej wcierce, a są różne wersje składowe) i kto umie zachować podane wcześniej środki ostrożności.

Wszystko jest dla ludzi i wszystko można spróbować, byle stosować to z głową ! :)

sobota, 10 stycznia 2015

Podsumowanie grudnia


Grudzień stoi pod znakiem buntu, płaczu, fochów i ogólnego niezadowolenia włosów. O ile w zeszłym miesiącu ze zmianami pogody radziłam sobie bez problemu, tak grudzień przebiegł tak jak zazwyczaj - fatalnie. Końcówki plączą się pomimo podcięcia ich w połowie miesiąca, długość lubi puszyć, a skalp przetłuszcza o wiele szybciej niż wcześniej. Katastrofa!
Pod koniec grudnia złamałam się i podcięłam włosy w U, do którego powrót kusił mnie już od bardzo dawna. Nie widać tego wyraźnie gdy są przerzucone na plecy, jednak o wiele lepiej się układają, a włosy z bocznych stron przestały tak odstawać i szalenie latać. No i włosy przerzucone na przód nareszcie są równe i nie denerwują :)
Dużym błędem w tym miesiącu była walka z niezadowoleniem włosów maskami. Nakładałam je co mycie licząc, że może tym razem dociążą, jednak okazywało się, że za każdym razem kończyłam z coraz to gorszym rezultatem. Włosy reagowały puchem i wizualnym sianem, co minęło gdy dwa razy zamiast maski nałożyłam na krótko odżywkę. Czyżby to co powinno dociążać i nawilżać, przy nadmiarze wywoływało zupełnie odwrotny efekt? Dziw nad dziwy.
Od końca akcji zapuszczania u Eter zrobiłam przerwę we wcierkach by dać skórze głowy odpocząć, dlatego przyrost w tym miesiącu jest przeciętny, chociaż określany jest z małym błędem(przez podcięcie w U, starałam się nie ciąć długości a boki, ale nie wiem na ile mi wyszło). Z wcieraniem zaczynam znów od lutego, gdzie będzie więcej wolnego czasu, akurat na śmierdziuszka-kozieradkę :D
Przyrost: ok. 1cm

W tym miesiącu stosowałam:
 
    - Love2Mix organiczny szampon-krem
    - Barwa lniana
    - Łaźnia Agafii mydło cedrowe
    - Eva natura pokrzywowa 
    - Nivea Intense Repair (skończyła się, papa :( )
    - Nivea Long Repair
    - Alverde Amaranth
 
    - Bioetika I
    - L'biotica Biovax Naturalne Oleje
    - Kallos Keratin
    - Seri miodowa
 
    - arganowy
    - sezamowy
    - wyciąg z aloesu zatężony 10-krotnie
    - hydrolizat protein mleka
    - witamina A
    - d-pantenol
    - Joanna Rzepa (na skalp)
    - cukier (do peelingu skalpu)