W ten weekend pogoda bardzo sprzyjała zdjęciom, udało mi się też dosuszyć włosy przed zapadnięciem zmroku (co niestety następuje coraz szybciej), dlatego przychodzę z kolejną "niedzielą" :)
Na godzinę nałożyłam olej sezamowy, który zmyłam Equilibrą aloesową, by być pewna późniejszego efektu. Szampon, Love2Mix który aktualnie testuje jest dla mnie zbyt niepewny jak na ten moment.Na odsączone z wody włosy nałożyłam mieszankę masek Bioetika I i Kallos Keratin w proporcji 1:1, którą zmyłam po godzinie. Po ostatniej super dawce protein (próbowałam przeproteinować swoje włosy dodając do odżywki sporą dawkę protein w półproduktach, z miernym skutkiem) wolałam nie ryzykować, dlatego w zestawie z Kallosem pojawiła się nawilżająca Bioetika.
Włosy są nawilżone, ale jednocześnie lekkie i pełne objętości. Końcówki które znów zaczynają mieć tendencję do plątania się, są o wiele grzeczniejsze i gładsze. Elektryzowanie zniknęło, chociaż nie na grzywce, tam włosy musiały dostać za mało protein. Są mocno odporne na odkształcenia od gumek i warkoczy. Niestety całości zabrakło blasku, chociaż to mała cena za ogólny efekt zadowolenia :)
Od dawna czaję się na maski z Kallosa ale stwierdziłam, że najpierw muszę zużyć to co mam :(
OdpowiedzUsuńMasz na prawdę bardzo długie włosy, piękne :)
Mam ten sam problem dlatego tym razem zakupiłam dwie litrowe maski (Kallosa i Seri) dla siostry, która zgłosiła takie zapotrzebowanie. No i nie ukrywam, że je czasem podkradam :D
UsuńAj tam, wcale nie dłuższe od Twoich. Za to Twoja gęstość jest warta pozazdroszczenia! :)
Oj nie powiedziałabym, że gęste, za to grube i sprawiają wrażenie gęstych ;)
UsuńW sumie to nie widać u mnie tej długości bo mam falowane :)
Świetnie się prezentują.
OdpowiedzUsuńJuż dawno nie udało mi się zrobić zdjęcia włosów w słońcu. :D
Mi chyba nigdy nie udało się zrobić dobrego zdjęcia na dworze, do wczoraj, chyba zacznę częściej łapać słońce :)
UsuńAle długie i piękne!
OdpowiedzUsuńDziękuję! :)
UsuńBardzo udała Ci się ta niedziela ;) moje włosy bardzo lubią się z kallosem keratin;)
OdpowiedzUsuńCoś ten Kallos w sobie ma wyjątkowego! :)
UsuńPiekne wlosy :-)
OdpowiedzUsuńDziękuję! :)
UsuńJa mam Kallosa z lnem i obecnie go męczę, żeby nie powiedzieć, że go normalnie używam :D Kobieto, na zdjęciach blask jest i to bardzo fajny, szczególnie na pierwszym zdjęciu włosowym.
OdpowiedzUsuńz lnem? O, o tej wersji nie słyszałam! Blask jest, ale marny jak na moje możliwości. Normalnie w słońcu przy dobrej masce i sprzyjającym humorze kłaczki potrafią lśnić jak lustro :D
UsuńPrzepieknie wygladaja, kolor cudny :) Ten Kallos czeka u mnie na testy ;)
OdpowiedzUsuńŚliczne i ta długość ^_^
OdpowiedzUsuńJakie Ty masz ładne włosy! :*
OdpowiedzUsuńPiękna tafla!
OdpowiedzUsuńPiękne włosy! Tej wersji Kallosa jeszcze nie miałam, może kiedyś wypróbuję...
OdpowiedzUsuńZastanawiałam się nad tym Kallosem z keratyną, używałaś może tego z jedwabiem bardzo mnie zastanawia; Ja używam Latte, ale zmęczył mnie ten zapach, Czy pozostałe maski tej firmy też mają taki intensywny zapach?
OdpowiedzUsuńMiałam styczność tylko z latte i keratynową. Mnie osobiście również zapach latte drażnił. Keratynowa maska ma intensywny zapach, jednakże nie jest on aż tak słodki i natrętny w porównaniu z latte :)
UsuńFajna recenzja! Moje włosy ostatnio są takie nieznośne...
OdpowiedzUsuń