Stało się to, czego się obawiałam. Ilość wypadających włosów przekroczyła stopień, który mogłam jeszcze tolerować i obserwować. Nie mam pojęcia co może być tego przyczyną, dlatego stawiam sobie krótkoterminowy plan i będę je obserwować. Jeśli zauważę, że włosom to podpasowało, to będę kontynuować. Jeśli nie, plan ulegnie zmianie.
Przez kolejny tydzień odstawiam nakładanie olei na skalp.
Przez kolejny tydzień przystępuję po raz drugi do prób nakładania na skórę głowy kozieradki.
Wcześniej wytrwałam przy kozieradce tylko dwa tygodnie. Zapach był zbyt intensywny,
przeszkadzał mojemu otoczeniu. A mnie denerwowały komentarze, że pachnę
jak pieczony kurczak czy przyprawa ;) Jednak od poniedziałku zaczyna się sesja, przez co będę się o wiele rzadziej widywała się z ludźmi, których opinia o zapachu tego ustrojstwa by mnie obchodziła. Może więc wytrwam dłużej :)
A może zacznij stosować kozieradkę przed myciem? Ja nakladam 1-2 godz przed myciem i też widzę efekty. Praktycznie włos z głowy nie spada:)
OdpowiedzUsuńNakładałam ją co wieczór, trzymałam całą noc, a rano myłam włosy. Niestety mycie nie pozbywało się zapachu ani trochę :(
UsuńJuż wcześniej słyszałam opinie na temat kozieradki i mimo że ją kupiłam, to na włosy stosować nie będę, bo nie chcę pachnieć jak miska rosołu albo pieczony kurczak :P
OdpowiedzUsuńwłaśnie to boli najbardziej...gdyby nie ten zapach
UsuńJa dodaję do kozieradki kilka kropli olejku pichtowego. Nie dosyć, że pachę bardziej nim niż kozieradką, to jeszcze korzystam z jego działania.
OdpowiedzUsuńI wmasowuję po myciu ;)
W takim razie pomyślę nad kupnem tego cudownego olejku :)
Usuń